Dzień Wstecznego Lusterka

Iker widzi Barcelonę w lusterku wstecznym

Musiał kiedyś nadejść. Dzień, w którym Iker w lusterku wstecznym nie widzi Rozpędzonego Walca, a tylko oddalający się jego zarys.

Sobotnie Gran Derbi wywoływały we mnie duże obawy. Już jakiś czas temu na blogu red. Wołowskiego pisałem, że nie zdziwi mnie jeśli Real wygra to starcie. Oczywiście, nadzieja była, poparta statystyką i wspaniałym zespołem. Niestety, nawet najlepsze zespoły miewają zadyszki, no i każda era ma swój schyłek. Nie wiem, o czym można mówić w przypadku Barcelony – oczywistym jest jednak, że ten mecz im się po prostu nie udał*.

Daleko mi jednak do deprecjonowania osiągnięcia Realu Madryt. Po pierwsze nareszcie był to mecz piłki nożnej; bez brutalności, dziwnych zachowań piłkarzy i nielubianego przeze mnie trenera. Po drugie uważam, że zagrali rewelacyjnie taktycznie. Mocny pressing, szczelna obrona, bez zbędnego biegania za setką podań graczy FCB, no i przede wszystkim z wyjątkową skutecznością w ataku. Wprawdzie można podważać pierwszego gola mówiąc o błędzie Puyola lub o ewentualnym mikrospalonym (którego sędzia nie miał prawa zauważyć), ale na pewno nie można mówić, że Real wygrał szczęśliwie. Ciężko to pisać, ale wygrał zasłużenie (Barca pomimo bardzo wysokiego procentu posiadania piłki nie dominowała w tym meczu). To nie jest tak, że madrycki klub miał 1,5 okazji i strzelił 2 gole – równie dobrze mogli dobić Blaugranę w 92 minucie, wystarczyło żeby Ronaldo lepiej przyłożył nogę. Były też inne sytuacje, w których podnosiło się ciśnienie i naprawdę nie ma co umniejszać klasy Królewskim – są mocnym zespołem i to było oczywiste, że kiedyś przerwą tę fatalną passę starć z drużyną Guardioli. Szkoda tylko, że zrobili to akurat teraz.

A może nie szkoda? Wszystko zależy od tego co wydarzy się w Lidze Mistrzów. Jeśli Barcelona, która może już sobie podarować Primera Division, skupi się na rywalizacji w Europie, przejdzie Chelsea, a później wygra finał – będzie można mówić o kolejnym historycznym sezonie, bez względu na wynik w La Liga. Słowo klucz: jeśli. Co do tego mam jednak równie duże obawy, ponieważ Chelsea zagra bardzo podobnie jak Real – obrona całym zespołem, groźne kontry, symulujący Drogba (jak już w miarę podbudował u mnie swoją ocenę, to meczem na Stamford Bridge przypomniał mi dlaczego go nie znoszę). Będą gryźć trawę by wykorzystać tę olbrzymią szansę, być może ostatnią w karierze wielu z piłkarzy tego zespołu. We wtorek czeka więc Barcelonę epicka bitwa o uratowanie sezonu, utrzymanie się na szczycie, być może o zatrzymanie Pepa.

Gdybym miał pogdybać, to zastanowiłbym się jak by to wszystko mogło wyglądać, gdyby grali Abidal (myślę, że przy nim nie padł by gol Ronaldo) i Villa (ten Villa w formie), a Pedro byłby tym fantastycznym zawodnikiem, który zdobywał gole we wszystkich możliwych rozgrywkach. Z nimi być może można by mówić o najwspanialszej Barcelonie w historii, ale bez nich jest to tylko bardzo mocny zespół. Sięgając głębiej – ciekawe jak w drużynie odnalazł by się Eto’o, którego odżałować nie mogę do tej pory (wymiana na Zlatana była chyba najgorszym transferem w historii piłki nożnej). Tak czy siak wyraźnie widać, że brakuje w katalońskiej drużynie typowego snajpera, pazernego na gole. Sanchez, przy całym moim szacunku do niego, nie jest typem goleadora i bardzo ciekawi mnie jak Więcej Niż Klub załata tę dziurę na przyszły sezon.

Bez względu na wszystko ostatnie sezony Barcelony to błogi sen okraszony tyloma trofeami, że aż ciężko w to uwierzyć. Dlatego nie ma co się denerwować, że tym razem nie udało się wygrać ligi – nie można wiecznie wygrywać wszystkiego co się da. Teraz trzeba „przyjąć na klatę” mistrzostwo Realu, pogratulować im oraz ich kibicom i trzymać kciuki za Ligę Mistrzów i za Copa del Rey (chociaż to akurat nie będzie zbyt dużym pocieszeniem w przypadku przegrania obu najważniejszych trofeów). I oczywiście za dobre okienko transferowe i przyszły sezon ;)

ps. Zabawna karykatura użyta we wpisie przypomina, że kiedyś bywało ciut lepiej ;)

* Fatalna postawa Iniesty, który tracił mnóstwo piłek. Tello może i w teorii był dobrym pomysłem, ale w praktyce zupełnie to nie wypaliło (zwód na lewą nogę i piłka poza boiskiem), wprawdzie miał dobre momenty, ale jednak myślę że nie wytrzymał rangi meczu. Valdes niezbyt dobrze zachował się przy obu golach. Puyol powinien wykopać piłką z linii bramkowej bez chwili namysłu. Xavi bez błysku w rozegraniu, zmarnował rewelacyjne podanie Messiego. Leo zagrał nieźle, ale dopadł go syndrom reprezentacyjny – musiał robić wszystko, z czego wychodziło (prawie) nic. Patrząc na jego minę wydawało mi się, że jest wściekły na partnerów z zespołu, załamany ich postawą. Alves został zneutralizowany przez Coentrao (duże zaskoczenie).

Skomentuj "Dzień Wstecznego Lusterka":

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.